browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Wjazd do Kirgistanu

15 kwietnia 2015

Jak tu wspominać stare podróże, jak wiosna za oknem i w głowie bardziej plany niż wspominki. Ale niech będzie, niech minione chwile będą natchnieniem na nowe pomysły!

Przenieśmy się kilka miesięcy wstecz i odjedźmy daleko na Wschód, jakieś 9.000km. Oj, jaki ten świat tu inny. Ludzie prostsi, bardziej szczerzy, emanuje z nich spokój – tak sobie stoją przy tej kazachsko/kirgiskiej granicy i patrzą. Trochę pogadają, coś tam łykną z butelki, ponarzekają trochę pewnie, ale oto podjechały dwie maszyny – full wypas motocykle (tia…;) ), jakich ich oczy od dawna nie widziały.

-Ad kuda Wy? Ad kuda? Ee? (skąd jesteście)

-z Polszy

-E?

-Polsza, Polsza

-aaaaa, Polszaaaa, da, da – zdziwienie rysuje się na każdej twarzy. I wzmaga się tym bardziej, kiedy mówimy, że przyjechaliśmy własnie TU – do Waszego kraju, turystycznie, zobaczyć jak tu jest pieknie. Trudno im to zrozumieć, twierdzą że nic tu ciekawego do oglądania nie ma – szkoda że nie wiedzą, jak bardzo się mylą!

Wjeżdżamy przez pierwszy szlaban, celnicy w ninagannych mundurach trzymają nas dość długo i nie chcą wypuścić sprzed okienek – coś się nie zgadza w deklaracjach (takie papiurki dot. motocykli). W końcu okazuje się, że chodzi o to, że nie jest to napisane cyrylicą i trzeba przetłumaczyć. Zawołali pewnego Tłumacza w pięknym welurowym dresie Adidasa, który dobre pół godziny spędził przy przepisywaniu tych paru rubryczek. Zajęło to tyle czasu, bo wysyłał do nas wiele razy znaki sygnalizujące „zapłacicie to będzie szybciej”, ale przeciez się nie spieszyliśmy. Do tego całkiem dobrze wychodzi nam udawanie półgłupków, nie rozumiejących gestów pocierania o siebie palców środkowego i kciuka.

I w końcu udało się: słychać najpiękniejszy dźwięk w sali odpraw – odgłos przybijanej pieczątki. Teraz zostaje przejazd przez granicę Kirgistanu, ale to już jest pikuś: Polacy nie potrzebują wiz!

Kilkanascie minut i znajdujemy się po drugiej stronie szlabanów. Tu również grupka ludzi otacza nasze maszyny z pytaniami identycznymi jak po stronice kazachskiej – skąd jesteście, dokąd jedziecie, a tak serio to po co?

Szybko się żegnamy, odkręcamy gaz i jazda! Można odetchnąć głęboko. Ba, trzeba odetchnąć głęboko! Wijąca się pięknie szosa, to się wznosi, to opada, aż dojeżdżamy do ogromnej tamy. Za wielkim ogrodzeniem z siatki przebija się olbrzymia płaskorzeźba Lenina (tudzież jakiegoś mężczyzny bardzo do niego podobnego). Jedziemy kawałek dalej i znajdujemy idealną miejscówkę na nocleg – wysuszoną dolinę jeziora z łagodnymi zboczami, częściowo porośniętymi zielenią a częsciowo pokolorowaną pastelowymi farbami w poziome warstwice. Ktoś musiał mieć niezłą zabawę!

Szybko rozbiliśmy namiot, tak że cały Zachód Słońca mieliśmy dla siebie. Ile Zachodów trzeba by obejrzeć, żeby się znudziły? Mam nadzieję, że nigdy nie poznam oodpowiedzi! Tym razem słońce postanowiło uraczyć nas różowo-fioletowym, bardzo intensywnym światłem. Od razu polubiliśmy ten Kirgistan pełen barw.

A rano? W wielkiej ciszy górzystego pustkowia, obudził nas dziwny, nieznany dźwięk – to pasterz zaganiał swoje stado koni i owiec za pomocą patyków i wypełnionej kamieniami butelki. Na ten dzień zaplanowaliśmy sobie wyjątkowo krótki odcinek – niecałe 100km, dojazd do miasta Tałas i znalezienie jakiegoś noclegu w gościńcu. Byliśmy oczywiście już przywykli do standardów tutejszych „hoteli” (i nie brakowało nam luksusów), więc nie liczylismy na nic wielkiego – chodziło przede wszystkim o umycie się i ewentualnie wyspanie z wyciągniętymi nogami. No, ok, Daniel czuł się słabo i musiał przeleżeć chwilę, żeby bardziej go nie wzięło. Zdziwilismy się srogo, gdy strzałeczki „hotel” doprowadziły nas do prawdziwego hotelu! Jakby ktoś wyrwał go gdzieś z Europy i wrzucił tu, przy jakiejś podrzędnej dziurawej uliczce. Hotel! Z internetem, czerwonym dywanem, normalnymi ubikacjami (na których można normalnie usiąść!) i puszystą białą pościelą! I prysznic z gorącą wodą!! Do tego cena za 2-osobowy pokój porównywalna z wartością noclegu w sali wieloosobowej w schronisku Dom Śląski. No to skorzystaliśmy, a co! Jaka śmieszna teraz wydaje się radocha z wieczoru w miękkim łóżku, bez pyłu, włączonym telewizorem i piwem w ręce przegryzanym chipsami. Chyba traktowalismy to wtedy jak wakacje w czasie podróży!

Przydał się ten odpoczynek, bo następne dni pełne były wyzwań logistyczno-fizycznych… I o tym już w nastepnym wpisie.

One Response to Wjazd do Kirgistanu

  1. informacyjne

    Cyklicznie zsyła się, iż Klienci przeciwnicy lokalnymi efektami egzaminują o okazja przemalowania ich natomiast podparcia o nadplanowe
    ułamki. Owszem zalega taka perspektywę. Dowodem tego fasonu zlikwidowania
    stanowi postrzegalna na ważkim obraniu zapisu tabela komunikacyjna spośród kolekcji Agora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>