browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Droga powrotna, cz.1

13 lipca 2015

Po raz kolejny na tym wjeździe, zmieniło się nasze nastawienie. Osiągnęliśmy cel, teraz pozostało już tylko (!) wrócić. Już byliśmy uradowani, a każdy km bliżej domu to poczucie sukcesiku – że motocykle dają radę i że my też dajemy! W Kirgistanie okrążyliśmy od strony pn, wielkie jezioro Issyk Kul (od tej pory, jak coś jest lepsze niż cool, to w naszej gwarze jest „Issyk kul”). Trochę narzekaliśmy na brak porządnego żarcia -> wszędzie tylko baranina, której Aśka nie mogła już okiełznać, ale w końcu zawsze udało się coś znaleźć: a to jedyny chleb w mieście (bo Asia miała łzy w oczach i pani sklepowa się zlitowała), to rybę w puszce, a już hitem okazały się pierogi z nadzieniem ziemniaczanym podgrzewane w mikrofalówce – pychota!

Po romantycznym noclegu przy brzegu jeziora i spektakularnej glebie Aśki na piaszczystej dojazdówce, jechaliśmy już zdecydowanym krokiem w kierunku granicy z Kazachstanem. Było to jeszcze sporo kilometrów, ale droga była piękna i spokojna. Zdziwiliśmy się dość srogo, gdy po południu, po objechaniu całego Biszkeku, na horyzoncie pojawiły się czarne chmury. O ile do tej pory pogoda była dla nas łaskawa, tak tutaj armagedon był dokładnie przed nami, wirował gdzieś w okolicach przełęczy przy granicy Kazachstan/Kirgistan. Jechaliśmy już przygotowani na najgorsze, gdy nagle przy drodze wyłoniła się restauracja! I to nie jakieś marne cafe – to była prawdziwa Restoran! Co zdziwiło nas jeszcze bardziej, to że serwowali dania z wołowiny (nie wiemy oczywiście jak po rosyjsku jest wołowina, ale na szczęście Daniel świetnie umie muuuuuczeć, więc kelnerka nie miała wątpliwości. Tak, byliśmy jedynymi gośćmi). W czasie wypełniania żołądków, na zewnątrz burza z gradem się wyszalała, więc mieliśmy sporo szczęścia: do granicy z Kazachstanem dojechaliśmy na sucho (za to mocno przemarznięci).

Na granicy powitał nas standardowy, znajomy tłumek, pytający skąd i dokąd i po ile takie motocykle – ale tym razem witaliśmy ich z większą przyjaźnią i pozytywnym nastawieniem. Skąd to się brało? Chyba z radości, że przecież my to już znamy i wiemy czego się spodziewać. Nie drażnił też już nieokiełznany ruch samochodowy w miasteczkach – śmialiśmy się z tego, z bananem na pysku trąbiliśmy na wszystkich i do wszystkich. Czasem też, tak jak oni, wyprzedzaliśmy by zaraz zahamować i się zatrzymać przed wyprzedzanym. Albo włączaliśmy sobie migacze, tak o, dla zabawy, zrozumieć tutejszych kierowców… Czuliśmy się swobodnie po prostu. Trochę nas zmroziła policja, która nagle zaczęła pojawiać się wszędzie i zatrzymała nas ze 4 razy. Najlepsze sytuacje:

  1. Danielowi za wyminięcie stojącej ciężarówy (robili to wszyscy oczywiście, bo nie dało się jechać inaczej) chcieli dać mandat w wysokości blisko 2 tys zł! Po prawie godzinnych negocjacjach, łącznie z groźbą Daniela o telefonie do ambasady, skończyło się na łapówce ok. 15$. Nie takiej znowu oczywistej, bo w międzyczasie został oskarżony o wręczanie podrobionych banknotów dolarowych!

  2. Zatrzymali nas na dwupasmówie, na której ustawili nie wiedzieć czemu, ograniczenie do 40km/h. Widać było polimilicyjaników z daleka, więc jechaliśmy te 40. Ale to nic! Pokazywali nam na suszarce, że jechaliśmy 42!! Na szczęście tak ich obśmialiśmy, że sami zaczęli się śmiać i skończyło się bez płacenia.

W Kazachstanie mieliśmy do przejechania ok 2,5 tys. km., większość trasy powtarzając (nie mieliśmy za bardzo wyboru, inna trasa wymagałaby nadłożenia ponad tysiąca km). Ale nie czuliśmy znudzenia czy monotonii, przeciwnie – czuliśmy się jak u siebie, rozpoznawaliśmy miejsca noclegów i postojów. Odkrywaliśmy nowe horyzonty, bo przecież jechaliśmy w przeciwnym kierunku! Spaliśmy głównie w namiocie, jedliśmy miejscowe pierożki, „borszcze”, jajka sadzone i herbatniki. Wiedzieliśmy już, że benzyny nie trzeba szukać na stacjach, można pytać o nią w każdym cafe czy w każdej chacie. Najprzyjemniej wspominamy nocleg przy drodze Aktobe – Atyrau, czyli tej o najbardziej dziurawym asfalcie świata. Jeździliśmy równoległymi do głównej „szosy”, wytyczonymi przez miejscowych, dróżkami pełnymi kurzu i piachów, ale za to dającymi wiele frajdy naszym motocyklom. Przy jednej z takich ścieżek pojawiło się odbicie wgłąb stepu, więc zjechaliśmy. Dojechaliśmy do podłużnego nasypu, który Daniel zręcznie przeskoczył i za nim znaleźliśmy idealną miejscówkę na namiot. Zachód słońca oglądaliśmy z nasypu i popijaliśmy miejscową wódką – w końcu trzeba było spróbować… Wesoły to był wieczór!

A następny dzień był dniem ogromnego zaskoczenia. Mieliśmy dojechać do miasta Atyrau, wjechać wgłąb i spać u hosta – Vladislava. Jakoś udało nam się przecisnąć i przeżyć w miejskim zgiełku, dojechaliśmy pod wyznaczony adres. Czekaliśmy przy swoich maszynach, gdy podszedł do nas chłopak, kompletnie i zupełnie inny niż wszyscy dotychczas spotkani Kazachowie: szatyn o długich włosach, jasnej karnacji, we flanelowej koszuli i jeansach, z piękną angielszczyzną, wyciągnął rękę i powiedział „Hi, it’s me – Vladislav”. Aśka nie mogła wydusić z siebie słowa ze zdumienia. A co najlepsze – on nie uważał siebie za kogoś wyjątkowo wyglądającego. Twierdził, że w Atyrau sporo osób takich jak on przebywa. Inny kraj w tym mieście!

Jego rodzice są Rosjanami z pochodzenia i on czuje się jednocześnie Kazachem i Rosjaninem. Obojętnie o którym z tych narodów opowiadał – mówił „My”. Ciekawe. Według niego Kazachstan widzi w Rosji swojego przyjaciela i sojusznika, a nie okupanta i wroga. Podobno po upadku ZSRR, w Kazachstanie zapanowała wielka bieda i głód, z którego dopiero po długich latach kraj się podniósł. I z tego co widzieliśmy, podniósł się tylko w dużych miastach, bo wszystkie wioski i miasteczka, które odwiedziliśmy, raczej nie wyglądały na rozwinięte.

Spędziliśmy z Vladislavem bardzo miły wieczór, rozmawiając jak starzy znajomi, przez wiele godzin. Szkoda, że nie mieliśmy więcej czasu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>